Powódź zaprosiliśmy do siebie.
Już na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wiadomo było, że wielka powódź spustoszy Polskę. Wtedy to, jako młody dziennikarz, rozmawiałem z pewnym naukowcem, nazwiska już nie pomnę. Rozmawialiśmy o radosnej wycince lasów porastających Beskidy. I on mi wyjaśniał tę prostą zależność pomiędzy tym, że las znika, potem deszcz nas zaleje a i tak będzie susza. To było naprawdę proste i zrozumiałe dla każdego. Las bowiem jest jak gąbka. Magazynuje wodę i powoli oddaje ją. Nad lasem gromadzą się chmury, gdy ta woda paruje a potem znowu pada. Dlatego w Beskidach, jak już zaczynał padać deszcz, to padał dwa tygodnie. I tak było "zawsze". Ale tak już nie jest. W tak wielu miejscach lasy beskidzkie zostały wycięte, że na stokach straszą golizny. Ale gdyby tylko. Górskie stoki stale są zabudowywane. Tam, gdzie szło się na wycieczkę, by podziwiać piękno przyrody, teraz już chodzić nie warto. Idzie się bowiem drogą asfaltową, mijając nowe domy i nowe płoty. Zamiast ...